niedziela, 17 września 2017

Sarah Quingley: Dyrygent

Początek wspaniały, nie mogłam się oderwać. A potem nagle spadek formy pisarskiej, a może przesyt, a może zmęczenie ciężkim tematem. W każdym razie, zmusiłam się do dokończenia lektury właściwie tylko po to, żeby napisać recenzję.
Oto Leningrad w okresie wojny, po ataku Niemiec na Rosję. W mieście brakuje wszystkiego: wody, prądu, jedzenia. W tym samym czasie tamtejsza orkiestra szykuje się do prawykonania nowej symfonii Szostakowicza, który początkowo jeszcze jest obecny na próbach, a potem zostaje ewakuowany wraz z innymi ważnymi osobistościami na wschód. Do Leningradu zbliża się front, trwają naloty. Główny bohater, czyli Eliasberg - dyrygent leningradzkiej orkiestry - za wszelką cenę chce doprowadzić do końca przygotowania i mimo, że orkiestra stopniowo maleje, mimo że sala prób jest częściowo zdewastowana wskutek nalotów, mimo przymierania głodem i stopniowej utraty sił, zmusza siebie i muzyków do regularnych prób, które wreszcie kończą się uroczystym koncertem transmitowanym przez radio. Wejście Eliasberga na scenę i rozpoczęcie uroczystego koncertu wieńczy tę książkę, która jest niestety nierówna - początkowo bardzo wciąga, ale potem im dalej, tym żmudniej.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Erich Maria Remarqe: Czas życia i czas śmierci

Książka ciężka, a jednocześnie niezwykle przejmująca i głęboka.

Bohaterem jest żołnierz niemiecki, walczący na froncie w Rosji podczas II wojny światowej. Dostaje urlop i wyjeżdża do Niemiec, do rodziców. To, co zastaje na miejscu, przenika grozą: zbombardowane miasto nie nadaje się do normalnego życia. I tu rozpoczyna się opowieść pisana prostym językiem, ale dosadnym. By ukazać okropności wojny, nie są potrzebne wielkie literackie popisy, ale prosty przekaz przetykany gdzieniegdzie kilkoma zdaniami zawierającymi pytania o sens. Sens cierpienia, sens egzystencji, sens wojny, sens posłuszeństwa. Mistrzostwo Remarqe'a nie ma sobie równych.

wtorek, 4 lipca 2017

Islam

Dwie książki, jakże różne, a jednak mówiące o tym samym zagadnieniu. Jakoś tak przypadkiem się ułożyło, że skończyłam je czytać niemal równocześnie.

"Gorzka pomarańcza" Nadii Hamid to opowieść Polki, która w latach 80. wyszła za Libijczyka, wyjechała z nim do jego kraju ojczystego i tam napotkała porażającą ilość upokorzeń, bólu i niezrozumienia. A przede wszystkim porażające jest to, jak zmienił się jej mąż - z czułego, wiernego, opiekuńczego w Polsce, na ostrego, wyniosłego i stosującego przemoc w Libii. Książkę czyta się jednym tchem, jest napisana prostym językiem co zwykle stanowi jej atut, bo oddaje wprost wydarzenia, nie siląc się na intelektualne analizy i dywagacje. Czasem tylko ów prosty język nieco irytuje, ale cóż - warto było przeczytać tę opowieść.

Zupełnie inny obraz islamu ukazuje wywiad-rzeka, który z Mahmedem Khalidovem przeprowadził Szczepan Twardoch. Islam jawi się tu jako religia pokoju i miłości, a jej żarliwy wyznawca Khalidov usilnie zapewnia, że każdy prawdziwy muzułmanin żyje w pokoju z chrześcijanami, żydami i z każdym innym wyznaniem. Nie sposób się nie żachnąć - niestety. Oczywiście, poznajemy tu Khalidova z różnych stron - jego historię, jego wspomnienia, poglądy na życie, na sport i różne sprawy. Jest to wszystko bardzo ciekawe, szkoda tylko, że lekko stylizowane. Wygładzone. A przez to - chyba nie do końca prawdziwe.

środa, 10 maja 2017

"Arystokratka w ukropie" - Evžen Boček

"Arystokratka w ukropie" czyli po czesku "Aristokratka ve varu". To niebezpieczna książka. Nie należy jej czytać w barze, w restauracji ani w ogóle przy jedzeniu ze względu na zbyt duże ryzyko oplucia się czymkolwiek, co będziecie akurat jedli. Nie należy jej również czytać w środkach lokomocji ani miejskiej komunikacji, bo po jednym przystanku będą się na Was gapić jak na idiotę wszyscy pasażerowie.

Dlaczego?

Ano dlatego, że książka jest tak śmieszna, że nie sposób się głośno nie śmiać co kilka stron. Świetnie napisana. Inteligentnie, błyskotliwie, z dowcipem ukrytym w prostych zdaniach. Oto młoda córka hrabiego Kostki, Maria, pisze pamiętnik. Pisze też listy do ukochanego. Stronice z pamiętnika, przeplatane stronicami listów, tworzą treść książki. Jako jedyna z całego grona - rodziców i służby - zachowuje względnie trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. Radzi sobie nieźle z wyzwaniami, jakie niesie życie na zamku codziennie obleganym przez zwiedzających, a przede wszystkim jakie niesie życie w cokolwiek niecodziennej (delikatnie mówiąc) rodzinie.

Fantastyczna, inteligentna, skrząca się humorem książka. Mimo, że stanowi kontynuację "Ostatniej arystokratki" - wcale nie trzeba czytać ich po kolei. Równie dobrze można zacząć od drugiej części, a potem przeczytać pierwszą. To mi się podoba. Nie lubię książek pisanych w cyklach w taki sposób, że zmuszają czytelnika do zachowania sztywnej kolejności. "Arystokratka" pozostawia czytelnikom wolność i to jest jeszcze jeden jej atut.

poniedziałek, 1 maja 2017

Michal Viewegh: Zapisywacze ojcowskiej miłości

Czteroosobowa rodzina.

Każdy opowiada w kolejnym rozdziale o tym, co się w tej rodzinie dzieje. Ojciec odchodzi z domu, znajduje nową kobietę; córka zmienia partnerów jak rękawiczki, matka wszystko cierpliwie znosi i stara się być wyrozumiała, a syn pisze notatki pod stołem.

Jakoś nie przemówiła do mnie ta książka.

środa, 26 kwietnia 2017

Evžen Boček: Dziennik kasztelana

Śmieszna książka, którą dobrze się czyta, i która bardzo wciąga.

Evžen Boček pisze z humorem, ociera się o absurd, ale nie zanadto. Trochę w tej opowieści fantazji, trochę realiów jego życia, trochę ironii. Trudno się oderwać od lektury.

Oto główny bohater trafia z Pragi do arystokratycznego zamku, gdzie obejmuje posadę kasztelana. Wraz z nim przyjeżdżają żona i córka. Poznaje nowe miejsce, próbuje się oswoić, poznaje pracowników i miejscowych. Pojawiają się nowe problemy, ale i nowe radości.

Humor jest ukryty w pojedynczych zdaniach. Lubię to. Czyta sobie człowiek, jak gdyby nigdy nic, aż tu nagle wybucha śmiechem z powodu kilku perfekcyjnie dobranych słów.

Zdecydowanie lepsza lektura od "Masłem do dołu", książki też śmiesznej, ale tutaj - to zupełnie inna jakość.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Martin Vopěnka: Podróżowanie z Beniaminem


Martin Vopěnka: Podróżowanie z Beniaminem
Wydawnictwo Dowody Na Istnienie 2016

Martin Vopěnka stawia nam przed oczy Dawida - młodego mężczyznę, który w tragicznym wypadku traci żonę i zostaje na świecie tylko z kilkuletnim synem. Z jednej strony czuje ulgę; jego żona chorowała psychicznie i życie z nią było nieznośnym ciężarem. Z drugiej strony jednak - staje przed pytaniem: co dalej? Stopniowo zaczyna pytać sam siebie o sens życia, o istnienie Boga, o kierunek, jaki powinien nadać swojemu dalszemu życiu. Bardzo angażuje się w relację z synem Beniaminem - relację, która do tej pory nie należała do najbliższych. To pierwszy paradoks zawarty w tej książce: dzięki śmierci matki, syn odzyskuje ojca.

Krótko po pogrzebie Dawid decyduje się zabrać Beniamina w podróż. Zostawia dobrze prosperującą firmę w rękach asystentki, zawiadamia rodziców i teściów o wyjeździe, i wyruszają we dwóch przed siebie. Mijają kolejne dni, ojciec z synem zatrzymują się w kolejnych hotelach lub campingach, syn poznaje nowych ludzi, a ojciec - nowe burdele. Mimo pozornego szczęścia i beztroski Dawida wciąż nurtują wewnętrzne rozterki. Usiłuje przekazać synowi wartości; w niektóre sam nie wierzy, ale chyba chciałby wierzyć czystą, chłopięcą wiarą i ufnością. Tęsknota za wiarą w Boga ściera się w jego wnętrzu z racjonalną, chłodną kalkulacją, a to nieustanne ścieranie powoduje napięcie. I można uznać, że to właśnie owo napięcie jest w dużej mierze powodem tej podróży. W gruncie rzeczy Dawid po omacku próbuje też odnaleźć sam siebie, choć nie zdaje sobie sprawy, że jest celem swojej własnej wędrówki.

Ojciec z synem zapuszczają się coraz dalej od Czech, a jednak Dawid jest nienasycony, coś gna go dalej i dalej. Dąży do stanu zagubienia, do odnalezienia prawdziwego Nieznanego. Ma cel, choć sam do końca nie potrafi go określić. Choć formalnie jest dorosłym mężczyzną i ma własnego
syna, to jednak podczas tej podróży zachowuje się niejednokrotnie jak mały chłopiec. Cofa się w czasie, by móc prawdziwie dojrzeć. Nie wie jeszcze, jak głęboko pozwoli mu się cofnąć pewne wydarzenie... i w jak niezwykły sposób przeżyje coś, co można nazwać powtórnymi narodzinami.

Nie można znaleźć w tej książce łatwych odpowiedzi ani oczywistych rozwiązań. A jednak na głębszym poziomie, do którego czytelnik zbliża się z każdą kolejną stronicą zmierzającą ku końcowi, odpowiedź nadchodzi. Dawid przeżywa momenty najdotkliwsze w całej swojej dotychczasowej egzystencji, a jednocześnie to one właśnie przynoszą mu olśnienia dotyczące nurtujących go pytań. Wraz z odzyskiwaniem siebie, zmierza do dojrzałego ojcostwa, ale i do dojrzałego bycia synem własnego ojca. Refleksji o ojcostwie, synostwie, rodzinnych relacjach między mężczyznami można by tu snuć bardzo wiele. Dzięki tej podróży bowiem, zmienia się także stosunek Dawida do jego własnego ojca. Wszystko układa się w logiczną, spójną całość.

Książka napisana wartkim językiem, pełna zaskakujących zwrotów akcji, a zarazem dogłębnie ukazująca miłość ojca do syna (i syna do ojca). Ta miłość przejmuje stery. Dawid od pewnego, bardzo konkretnego momentu, już nie kieruje się własnym interesem (bardziej i mniej dosłownie pojętym), ale do podejmowania dalszych działań motywuje go gorąca i głęboka miłość do Beniamina. Taka, która jest w stanie znieść wszystko.

Oto mamy więc kolejny wymiar tej powieści: obraz miłości, która z egoistycznej i krótkowzrocznej zmienia się z czasem w głęboką i zdeterminowaną. Okazuje się, że tylko taka może nadać życiu sens.